05 Paź

„Marsjanin”, czyli Mark sam na Czerwonej Planecie

By topikos

Ares 3 to kolejna wyprawa na Marsa. Załoga statku kosmicznego Hermes liczy sześciu astronautów na pokładzie. Mają spędzić na Czerwonej Planecie równo trzydzieści jeden dni i eksplorować Marsa. Jednak nie zawsze wszystko idzie dobrze. Pech chce, że wysłany z nimi sprzęt ma swoje ograniczenia i mimo dość dużej trwałości jest narażony na zniszczenia. Po niecałym tygodniu, przez straszną burzę piaskową, zespół musi ewakuować się na statek kosmiczny i wrócić na Ziemię. Podróż ta ma trwać kolejny rok. W trakcie ucieczki Mark Watney, jeden z astronautów zostaje zraniony odłamkiem anteny i odrzucony daleko od statku. Skanery biometryczne pokazują brak oznak życia.

The Martian ( Marsjanin) © 2015Plan zdjęciowy „Marsjanin” 3D z Wadi Rum w Jordanii 3D © 2015 20th Century Fox

Kapitan musi podjąć bardzo trudną decyzję: albo ratujemy jedną osobę, która prawdopodobnie nie żyje i zginą wszyscy albo… Uznaje, że muszą odlecieć bez Marka Watney’a, a jeśli żyje, pozostawić go na pewną śmierć. Gdy Mark budzi się sam na Marsie, jego oczom ukazują się zniszczenia po burzy, brak towarzyszy podroży i ograniczone środki do życia. Anteny są zniszczone, nie ma kontaktu z statkiem matką i z Ziemią.
Moglibyśmy zadać sobie pytanie: co byśmy zrobili w takiej sytuacji? Krzyczeć? Przecież nikt nas nie usłyszy. Płakać? Co tu robić? Mark postanawia mimo wszystko przetrwać – przelicza prowiant, wodę. Zdaje sobie sprawę, że to zdecydowanie za mało, by przeżyć do kolejnej misji Ares 4. Na dodatek odległość od miejsca lądowania misji ratunkowej to prawie 4 tysiące kilometrów. Oczywiście na ekspedycji Mark nie znalazł się przypadkowo – jest ponadprzeciętnie inteligentny, zaś z zawodu jest botanikiem i inżynierem. Zakasał więc rękawy i podjął działania, by przetrwać.

Ten krótki opis jest fabułą 400-stronicowej książki do niedawna niezbyt znanego autora, Andy’ego Weira, pod tytułem „Marsjanin”. Pierwotnie została ona opublikowana na stronie internetowej autora, później przez self-publishing. Popularność elektronicznej wersji rosła w zastraszającym tempie. W niedługim czasie „Marsjanin” był już na szczytach list bestselerów serwisu Amazon. Oczywiście znaleźli się też ludzie, którzy chcieliby coś na tym zarobić. Po tym sukcesie zgłosił się wydawca. Książka ponownie zagościła na listach bestselerów, tym razem w tradycyjny sposób, w wersji papierowej. Zrobiło się o niej tak głośno, że informacje o niej dotarły do Ridleya Scotta, reżysera jednego z moich ulubionych filmów – „Gladiatora”, także znanego ze znakomitych produkcji: „Blade Runner”, „Black Hawk Down”, „Królestwo Niebieskie”, „American Gangster”, który podjął się ekranizacji tej książki. Scott po nieudanym prequelu filmu „Obcy” – „Prometeuszu”, nakręcił jeszcze w międzyczasie dwa kolejne filmy „Adwokat” i „Exodus: Bogowie i królowie”, które były przeciętne, a nawet kiepskie. Myśleć by można, że z ręki tego 77-letniego reżysera nic nowego i oryginalnego nie powstanie. I tu się mylimy; twórca w filmie „Marsjanin” udowadnia,że jeszcze potrafi robić bardzo dobre filmy.

Wraz ze zdjęciami Dariusza Wolskiego otrzymany prawdziwą perełkę kina hollywoodzkiego. W filmie Matt Damon wcielił się w głównego bohatera – który niejako prowadzi swój blog – mówiąc do kamery i zajmując większą część czasu produkcji. Zdjęcia do filmu kręcone były w Budapeszcie i Etyek na Węgrzech, a także na terenie doliny Wadi Rum w Jordanii. Ci, co już widzieli nowy obraz Scotta, byli po prostu zachwyceni zdjęciami, oprawą muzyczną i klimatem. Film jest pokazywany w dwóch formatach: tradycyjnym 2D i 3D.


Zostaw odpowiedź




Nie zostanie opublikowane



ARCHIWUM

Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930